Archiwum 08 lutego 2007


lut 08 2007 na pamiątkę Złotych Tarasów (i Henryka...
Komentarze: 2

w Warszawie otworzono nowe centrum handlowe i ponoć fani shoppingu stali przed nim już na kilka godzin przed great entrance. nie do końca wiadomo, czy byli to fani shoppingu w rzeczy samej, czy też fani łażenia po i obijania się od przeszklonych ścian galerii, w każdym razie - był tłumek.

od razu podniosła się pewna wrzawa, z której dało się wyłowić hasła: konsumpcjonizm, materializm etc. że niby lud u nas, nawet w stolicy, ciemny, i w głowie mu tylko nabywanie i wydawanie. i że to źle, a przynajmniej - niedobrze.

a co niby lud ma mieć w głowie? - zapytam. no co?!

wzniosłe idee, uduchowienie, poezję Miłosza, pierdoły Herberta, Kanta z Heglem w tyłku i nirwanę via łuny z pępka?

co tak naprawdę złego jest w hedonizmie, chęci posiadania, materializmie? no, w takich przyjemnostkach, które wcale nie są najłatwiejsze, ale jakoś możemy je sobie zorganizować i choć przez moment nacieszyć się czymś drobnym (bądź większym), a w oderwaniu od codziennego mozołu.

(ten codzienny mozoł [czy mozół...?, mozół chyba, kurde, nie wiem, wstyd mi...] to taki ciężki ma wydźwięk, ale, kurde, wydał mi się nieodzowny.)

elity intelektualne zawsze mają za złe normalnym ludziom, że są płytcy. że podstawą ich egzystencji nie jest duchowość, tylko ten odrażający materializm. ta paskudna chęć posiadania. że w ich głowie RZECZ, a nie DUCH. może dosrywam teraz elitom intelektualnym, generalizuję i spłycam, ale ponieważ są w ich szeregach prezentujący podobną postawę, to trudno - niech mają za swoje...

duchowość to rzecz potrzebna, nie kłócę się. daje siłę, wzbogaca, umacnia, buduje. ale posiadanie też ma swoje plusy. i nie są to plusy tylko płytkie. bo w końcu duchowość zaszumi w głowie i może kiedyś/gdzieś tam w przyszłości zaprocentuje. a twarde, rzeczowe/materialne posiadanie mamy w końcu w łapkach, prawda?

wielki poeta poci się, by stworzyć coś uduchowionego, co połączy go z absolutem. normalny człowiek łączy się z Absolutem (najlepiej Ruby Red) i też jest uduchowiony. owszem, czasami odbije mu się, da komuś w mordę, prześpi się z partnerem, którego w stanie nieAbsolutnym może by i nie wybrał, a potem może mieć kaca. ale przynajmniej ma coś w ręku. choćby był to i potworny ból głowy. uduchowiony intelektualista musi zaś czekać na to, aż ktoś go zrozumie. wielki szacunek dla niego, że czeka. czasami trwa to dłużej, niż ziemski limit przemijania...

nie byłem w tłumie, który stał pod nowym centrum handlowym.

lubię posiadać, acz obsesji nie mam. choć mógłbym mieć, gdybym miał więcej wolnego czasu.

nie neguję też jakoś strasznie postaw intelektualnych, choć w sumie pisząc to, naigrywam się niewątpliwie.

no bo jak to w ogóle brzmi - intelektualizm...

Miłosz, Herbert? przykro mi, że nie żyją. Hegla i Kanta też mi żal. jak wszystkich umarłych.

czy mam jakąś konkluzję?

a skądże.

(pardon, to nie konkluzja, dygresja tylko - Kenneth Branagh właśnie na TVP1 odgrywa Henryka V by Shakespeare i wygląda jak popowy wokalista z najlepszego okresu ery new romantic...)

więc - a skądże.

no i jeszcze jedna rzecz. te kilka słów nie było sponsorowanych przez Absoluta. ale może być, jeśli się odezwie ;-)

do zobaczenia.

lukaszkowalski : :